Prosisz ChatGPT o post na LinkedIn, po kilku sekundach masz gotowca i publikujesz. Pod postem cisza: dwie reakcje, w tym jedna od kolegi z zespołu. Tekst nie był zły. Był poprawny, uprzejmy i łudząco podobny do dziesięciu innych postów, które Twoi odbiorcy przewinęli tego samego ranka.
Ten poradnik jest dla wszystkich, którzy piszą na LinkedInie z pomocą modelu: marketerów, specjalistów, freelancerów, osób szukających pracy. Pokazujemy, po czym czytelnik rozpoznaje post z automatu, jak zacząć od konkretu, jak ustawić rytm, jak napisać prompt, żeby post brzmiał jak Ty, i czego lepiej modelowi nie oddawać. Ogólne zasady opisaliśmy osobno, w poradniku o tym, jak pisać z ChatGPT naturalnie po polsku. Tu zajmujemy się jednym formatem.
Po czym widać, że post napisała maszyna
Na LinkedInie szablon wychodzi na wierzch szybciej niż gdzie indziej. Posty są krótkie, a feed pełen tekstów z tych samych narzędzi, więc czytelnik niczego nie analizuje. Wystarczy mu pierwsza linijka i układ tekstu. Oto wzorce, które w polskich postach z generatora wracają raz za razem.
- Ogólnik na otwarcie. „W dzisiejszym dynamicznym świecie…”, „W erze sztucznej inteligencji…”, „Rynek pracy już nigdy nie będzie taki sam”. Takie zdanie pasuje do każdej branży, więc o Twojej nie mówi nic.
- Pytanie retoryczne na start. „Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego…?” Autor nie czeka na odpowiedź, czytelnik nie ma ochoty jej udzielać. Ten haczyk wszyscy już znają.
- Emoji zamiast punktorów. Rakieta przy pierwszym punkcie, żarówka przy drugim, zielony ptaszek przy każdym kolejnym. Z daleka wygląda to jak ulotka z promocją w markecie.
- Wszystko po trzy. „Pasja, odwaga i pokora.” „Trzy lekcje, które zmieniły moje podejście.” Model lubi trójki, bo brzmią jak coś domkniętego. Po trzeciej takiej trójce w jednym poście trudno uwierzyć w którąkolwiek z nich.
- Kontrast „to nie X, to Y”. „To nie była porażka. To była lekcja.” Raz na jakiś czas działa. Powtarzany w każdym poście brzmi jak napis na kubku.
- Morał i hasło na koniec. „Pamiętaj: sukces to podróż, nie cel.” Pod spodem „A Ty? Podziel się w komentarzu 👇” i ściana hasztagów w rodzaju #rozwój #sukces #mindset.
Każdy z tych elementów zdarza się też ludziom. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy kilka z nich siedzi w jednym poście. Szerszą listę polskich klisz, także spoza LinkedIna, zebraliśmy w słowniku AI-polszczyzny.
Czy algorytm LinkedIna obcina zasięgi postom pisanym przez AI? Nie znamy wiarygodnych danych, które by to rozstrzygały, więc nie zgadujemy. Pewniejsze jest co innego: szablonowe otwarcie łatwo przewinąć, a na pierwsze linijki masz wpływ bez względu na algorytm.
Zacznij od historii albo liczby
W feedzie widać tylko kilka pierwszych linijek posta. Reszta chowa się pod rozwinięciem i zobaczy ją ten, kto kliknie. Od tych dwóch, trzech linijek zależy więc, czy ktoś w ogóle przeczyta resztę, a model lubi je zapychać zdaniem o świecie albo retorycznym pytaniem.
Lepszy początek to coś, co się wydarzyło. Konkretny dzień, liczba, zdanie, które ktoś naprawdę powiedział. Poniższe przykłady są wymyślone, ale podobne zdania da się napisać o niemal każdej pracy:
- „Wczoraj klient zapytał mnie, po co mu newsletter, skoro nikt go nie czyta. Sprawdziłem statystyki. Miał rację.”
- „Przez pół roku robiłem wyceny w Excelu. Potem jedna literówka kosztowała nas cztery tysiące złotych.”
- „W zeszłym tygodniu usunęłam z oferty usługę, na której zarabiałam najwięcej.”
W każdym z tych zdań jest czas albo liczba. Do tego lekkie napięcie: chcesz wiedzieć, co było dalej. Żadne nie zaczyna się od ogólnika.
🚀 W dzisiejszym dynamicznym świecie rekrutacji umiejętność wyróżnienia się odgrywa kluczową rolę! Czy zastanawiałeś się kiedyś, co sprawia, że Twoje CV trafia na sam szczyt stosu? 🤔
W marcu wysłałam 43 CV. Odpisały dwie firmy, obie z odmową. W kwietniu wysłałam osiem i dostałam trzy zaproszenia na rozmowę. Zmieniłam jedną rzecz.
Oba otwarcia wymyśliliśmy na potrzeby poradnika. Pierwsze pasuje do każdego posta o rekrutacji. Drugie mogła napisać tylko jedna osoba i od razu chcesz wiedzieć, co to była za zmiana.
Uważaj tylko na jedno. Jeśli poprosisz model o „mocne otwarcie z liczbą”, dostaniesz liczbę. Wymyśloną. Model nie wie, ile CV poszło w marcu ani ile kosztowała literówka, więc wstawi coś, co brzmi wiarygodnie. Liczby i fakty muszą przyjść od Ciebie: z notatek, maili, raportów, kalendarza. Model może je najwyżej ułożyć.
Rytm, akapity i drobne cięcia
Ściana tekstu w feedzie odstrasza, więc krótkie akapity mają sens: jedno, dwa, najwyżej trzy zdania, potem pusta linia. Tyle że modele przesadzają w drugą stronę. Każde zdanie stoi u nich osobno i post zaczyna przypominać wiersz, którego nikt nie zamawiał, albo listę haseł, w której nic z niczego nie wynika.
Dobry rytm posta przypomina rozmowę. Najpierw dłuższe zdanie ze szczegółem, czyli kto, kiedy i ile. Potem krótkie. Czasem bardzo krótkie. Potem znowu coś dłuższego, co mówi, dlaczego ta historia obchodzi czytelnika, a nie tylko Ciebie. Model sam z siebie pisze zdania podobnej długości, więc ten rytm trzeba ustawić ręcznie albo poprosić o niego wprost.
Kilka cięć, które prawie zawsze pomagają:
- Z trzech przymiotników zostaw jeden. Ten, który da się czymś poprzeć. „Szybki” obroni się, jeśli dopiszesz „odpowiadamy w ciągu dnia roboczego”. „Innowacyjny” rzadko się broni.
- Skreśl ostatnie zdanie. Jeśli to morał albo hasło, post zwykle zyskuje bez niego. Przeczytaj go bez ostatniej linijki i porównaj.
- Emoji: zero albo jedno, które coś znaczy. Flaga przy poście o wyjeździe na targi coś mówi. Rakieta przy poście o nowej kolumnie w arkuszu już nie.
- Hasztagi na końcu i w małej liczbie. Dwa, trzy tematyczne, które ktoś naprawdę obserwuje, zamiast ściany ogólników.
- Myślniki dawkuj. Modele sypią nimi hojnie. W polskim tekście myślnik jest poprawny, ale kilka w krótkim poście od razu zwraca uwagę. Część zamień na przecinki albo kropki.
Ten sam post przed i po
Pełny przykład. Specjalistka od e-commerce w sklepie z butami chce opowiedzieć, czego się nauczyła, gdy przepisywała opisy produktów. Wersja „Przed” to wynik krótkiego promptu „napisz post na LinkedIn o tym, że poprawiłam opisy produktów”. Wersja „Po” opowiada tę samą historię na podstawie jej notatek, w stylu jej wcześniejszych postów. Osoba, sklep i liczby są wymyślone.
🚀 W dzisiejszym dynamicznym świecie e-commerce opisy produktów odgrywają kluczową rolę w procesie zakupowym! Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego klienci porzucają koszyki? 🤔 Ostatnio przeprowadziłam kompleksową optymalizację opisów w naszym sklepie i oto 3 najważniejsze lekcje, które wyciągnęłam: ✅ Autentyczność buduje zaufanie. ✅ Konkret przekonuje lepiej niż ogólniki. ✅ Klient docenia przejrzystość. Pamiętaj: każdy opis produktu to szansa na zbudowanie relacji z klientem! 💪 A Ty, jakie masz doświadczenia? Podziel się w komentarzu! 👇 #ecommerce #marketing #sukces #rozwój #motywacja
W sierpniu przepisałam 40 opisów butów w naszym sklepie. Nie pod SEO, tylko pod pytanie, które w kółko wracało na czacie: czy ten model nie jest wąski w palcach? Do każdego opisu dodałam jedno zdanie o tym, jak but leży na szerszej stopie, i zdjęcie z góry. Pytania o szerokość padają teraz na czacie mniej więcej dwa razy rzadziej. Czy spadły zwroty, sprawdzę za kwartał, bo miesiąc to za krótko, żeby cokolwiek twierdzić. Wniosek na dziś jest skromny: zanim napiszesz opis, przeczytaj, o co ludzie pytają na czacie. Jeśli prowadzicie sklep z butami albo ubraniami, skąd bierzecie materiał do opisów? #ecommerce #opisyproduktów
Obie wersje napisaliśmy na potrzeby poradnika. W prawdziwym poście wersję „Po” podziel pustymi liniami na akapity: dwa pierwsze zdania, potem historia, na końcu wniosek i pytanie.
Co się zmieniło? Pięć rzeczy.
- Początek mówi, co się stało i kiedy. Nie ma zdania o świecie ani pytania, na które nikt nie odpowie.
- Zamiast trzech lekcji z ptaszkami jest jedna rzecz, którą autorka zauważyła, i jedna zmiana. Łatwiej w to uwierzyć, bo da się to sprawdzić.
- Autorka pisze, czego jeszcze nie wie. Zwroty sprawdzi za kwartał. Po takim zdaniu reszta brzmi wiarygodniej. Wykrzyknik tego nie załatwi.
- Wniosek jest mały i praktyczny. Nie ma hasła, które pasowałoby do kalendarza z cytatami.
- Pytanie na końcu trafia do konkretnych ludzi. Na „A Ty?” trudno odpowiedzieć czymś sensownym. Właściciel sklepu zapytany o to, skąd bierze materiał do opisów, ma co odpowiedzieć.
Wersja „Po” jest nieco dłuższa, ale nie bardziej wyszukana. Każde zdanie coś w niej mówi. Jest po prostu czyjaś.
Jak promptować, żeby post brzmiał jak Ty
Prompt „napisz post o X” daje post o X, jakich są tysiące. Model nie dostał materiału, więc sięga po najbardziej typowe zdania na dany temat. Zrób to odwrotnie. Najpierw Ty dajesz treść, potem model pomaga ją ułożyć.
Najprostszy sposób? Opowiedz modelowi, co się stało, tak jak opowiedziałbyś znajomemu przy kawie. Chaotycznie, z dygresjami, z liczbami, które pamiętasz. Możesz to nawet podyktować. Dopiero potem poproś o post. Przykładowy prompt, który możesz przerobić pod siebie:
„Na podstawie moich notatek poniżej napisz post na LinkedIn. Piszę jako specjalistka od e-commerce, czytają mnie głównie właściciele małych sklepów internetowych. Oto trzy moje wcześniejsze posty, trzymaj się ich stylu: [wklej]. Zacznij od konkretnego zdarzenia albo liczby z notatek, bez retorycznego pytania. Akapity po jedno do trzech zdań, mieszaj długość zdań. Bez emoji jako punktorów, bez wyliczeń po trzy, bez morału na końcu, najwyżej trzy hasztagi. Nie używaj zwrotów: dynamiczny świat, pasja, podróż, game changer. Maksymalnie 1200 znaków. Nie dopisuj faktów, liczb ani przeżyć, których nie ma w notatkach. Jeśli czegoś brakuje, zapytaj mnie. Notatki: [wklej].”
W tym prompcie najważniejsze są cztery elementy.
- Próbka Twojego stylu. Trzy wcześniejsze posty albo kilka akapitów z maili działają lepiej niż ogólne „pisz swobodnie”. Model łapie z nich długość zdań, słownictwo i poziom luzu.
- „Nie dopisuj”. Bez tego zdania model chętnie uzupełni historię o szczegóły, które brzmią jak prawda, a nigdy się nie wydarzyły. Z nim też się to zdarza, więc liczby i nazwy sprawdź sam.
- Czarna lista. Kilka zakazanych zwrotów wycina najbardziej oczywiste klisze. Model potrafi jednak obejść zakaz synonimem, więc wynik i tak przeczytaj.
- Kilka wersji początku. Zamiast trzech całych postów poproś o pięć wariantów pierwszych dwóch linijek. Wybierz jeden albo sklej własny z dwóch. Od tego fragmentu zależy najwięcej, więc dobrze mieć z czego wybierać.
Na koniec prosty test. Poproś model, żeby streścił Twój post w jednym zdaniu. Jeśli wyjdzie coś mglistego, post nie ma jednej myśli i czytelnik też jej nie znajdzie.
Czego nie oddawać modelowi
Na LinkedInie ludzie obserwują ludzi. Klikają „obserwuj”, bo ciekawi ich, co myślisz o swojej branży i co Ci się w niej przydarza. Kiedy opinię i historię wygeneruje model, zostaje profil, którego nie ma po co obserwować.
Dlatego kilka rzeczy lepiej zostawić sobie.
- Opinie. Model zapytany o zdanie w spornej sprawie odpowie wyważonym „z jednej strony, z drugiej strony”. Jeśli masz stanowisko, napisz je sam, choćby w dwóch zdaniach.
- Własne przeżycia. Odejście z firmy, nowa praca, projekt, który się posypał, rozmowa z trudnym klientem. Każdy szczegół dopisany przez model to ryzyko, że ktoś, kto był przy tym, zauważy nieprawdę.
- Liczby i wyniki. Tylko te z Twoich danych. „Wzrost o 300%” podpowiedziany przez generator może się skończyć niezręczną wymianą w komentarzach.
- Słowa do konkretnych ludzi. Gdy komuś dziękujesz, gratulujesz albo go oznaczasz, napisz dwa zdania od siebie. Ta osoba szybko wyczuje szablon.
- Komentarze pod cudzymi postami. Wygenerowane komentarze w stylu „Świetny post, dzięki, że się tym dzielisz! 👏” łatwo rozpoznać. Wypadają gorzej, niż gdybyś nic nie napisał.
Model przydaje się za to przy robocie technicznej. Skróci post o połowę, zaproponuje kilka wersji pierwszej linijki, wyłapie literówki, wskaże akapit, bez którego tekst się obejdzie. To naprawdę oszczędza czas i nie odbiera postowi autora.
Szybka kontrola, zanim klikniesz „Opublikuj”
Sześć kroków, które zajmą Ci kilka minut:
- Zasłoń wszystko poza pierwszymi dwiema linijkami. Czy ktoś spoza Twojej firmy chciałby rozwinąć resztę?
- Policz emoji. Jeśli stoją na początku punktów, usuń je.
- Wyszukaj w tekście początki słów: „dzisiejsz”, „dynamiczn”, „pasj”, „podróż”. Tak złapiesz je w każdej odmianie. Sprawdź też, czy post nie zaczyna się od pytania. Każde znalezione miejsce przepisz.
- Znajdź zdanie, którego nie mógł napisać nikt poza Tobą. Jeśli go nie ma, dopisz je.
- Przeczytaj post bez ostatniego zdania. Jeśli jest lepszy, zostaw go tak.
- Przeczytaj cały post na głos. Tam, gdzie brakuje Ci tchu albo brzmisz jak lektor reklamy, tnij.
Dłuższą procedurę redakcji, przydatną przy tekstach dłuższych niż post, rozpisaliśmy w poradniku o tym, jak humanizować tekst AI krok po kroku.
Jeśli Twój szkic, własny albo z modelu, brzmi sztywno, możesz go przepuścić przez humai. Narzędzie przepisuje tekst w polskim rytmie, usuwa klisze modeli i trzyma się faktów z oryginału, bez dopisywania czegokolwiek od siebie. Mimo to przeczytaj wynik przed publikacją. W darmowej wersji przetworzysz trzy teksty dziennie, każdy do 500 znaków, bez zakładania konta. Na krótki post albo na jego początek wystarczy. Pro kosztuje 79 zł miesięcznie (od 58 zł miesięcznie w pakiecie półrocznym), przyjmuje do 20 000 znaków naraz i pozwala wybrać ton, między innymi Swobodny i Marketingowy.
Klisze i monotonny rytm sprawdzisz też w darmowym detektorze stylu AI. Jego wynik to orientacyjny szacunek kilku cech stylu. Nie ocenia posta i niczego nie dowodzi. Czy post się spodoba, powiedzą Ci dopiero ludzie w feedzie.
I ostatnia uwaga. Prompt, humanizator i checklista poprawią formę. Treści nie dodadzą. Jeśli nie masz tego dnia o czym napisać, lepiej odpuścić.